Ostatnio przechadzając się z psem na dworze nie dała mi spokoju pewna myśl: Dlaczego wielu zatwardziałych fanów Metalu traktuje Nu Metal bardzo sceptycznie? Przecież w latach 90-tych był to oczywisty znak ewolucji tejże sfery muzyki w kolejnym kierunku. Tak jak kiedyś narodził się Thrash, Doom, Death czy Black Metal, tak oto ktoś wpadł na pomysł pójścia w takim kierunku. Nie przeczę, są fani Black Sabbath, Iron Maiden czy Metalliki, którzy przyjmują nowe i decydują bez żadnego spięcia czy podoba im się nowy twór czy też nie. Ja mówię raczej o części odbiorców, która zamknęła się w czasach starej szkoły lat 70-tych i 80-tych, bądź tej, której akurat w słuchawkach dudni "Redeemer of Souls" Judas Priest czy też "The Final Frontier" Iron Maiden, lecz jadą równo po takim "in vitro", bo "to nie Metal", "bo to nawet ciężkie nie jest", "bo słucha tego mainstream" itp. Każdy argument tego typu zostawia mi na twarzy uśmiech politowania. Tak jak powiedziałem wcześniej, można powiedzieć "Korn mi się nie podoba, nie podchodzą mi" lub ogólnie rzecz biorąc "Nu Metal to nie moje klimaty". Lecz co w takim wypadku?
Nu Metal swoje inspiracje czerpie z wielu nurtów muzycznych. Sporo jest tutaj wzięte z Groove Metalu, trochę z Alternative Metalu. Do tego dochodzi fascynacja Grunge'em, stylistyka Hip-Hopowa i śladowe ilości Industrialu. Naprawdę konkretny mix. Ludzie zaznajomieni z twórczością Korn, Limp Bizkit czy też Linkin Park wiedzą o co chodzi. Rozpatrzmy przedstawione argumenty Nu Metalowego hejtera. Czemu to nie jest Metal? Cały nurt to obszerny crossover, jednakże rdzeń jest oparty na brzmieniu metalowym. Czy jest jakiś zespół, który podpada pod ten argument? Moim zdaniem nie. A tu nagle wyskakuje hejter z "Freak On A Leash" Korn'a (którego tło jest dosyć balladowe) i śmieje się fanom w twarz. Ja wtedy mam w głowie np. "Falling Away From Me" i uśmiecham się do siebie, a to tylko jeden z przykładów. Nie można określać tego typu faktorów, na podstawie jednego przykładu. W końcu, to temat rzeka. Czy w takim razie Limp Bizkit to nie Metal, bo wypuścili cover "Behind Blue Eyes" The Who? Albo wylatuje ktoś z "Castle of Glass" Linkin Park, które rzuciło Nu Metal po wydanym w 2003 roku albumie "Meteora" i potem zaczęło robić Alternative/Electronic Rock, za co przez wielu zostali zjechani z góry na dół, lecz nie o tym mowa. W takim wypadku równie prawdziwy byłby wniosek, że Metallica wypuściła "Nothing Else Matters", z czego wynika, ze nigdy nie grali Thrash Metalu. Głupota kompletna. Podobny śmiech jest przy argumencie nr 2, który głosi, iż Nu Metal nie jest ciężki. Ja nie wiem czy autor takiego stwierdzenia ma uszy w innym wymiarze albo pali coś innego niż papierosy, lecz jeśli nie, ja to odbieram jako czystą złośliwość. Wrzućmy np. "Loco" Coal Chamber a potem włączmy takie "Phantom Of The Opera" Iron Maiden. Obydwa utwory są metalowe, lecz ten drugi nie brzmi tak ciężko, jednakże jest to Heavy Metal i nikt nie szufladkuje go inaczej. Najczystsza złośliwość lub nietolerancja .-. A mainstream? No właśnie, kolejna głupota. Czy Iron Maiden z około setką milionów sprzedanych płyt na koncie jest mniej kojarzony czy też mniej znany w porównaniu do Limp Bizkit ze sprzedanymi ponad 40 000 000 nagraniami? W ogóle jak można stwierdzać, że muzyka, która komercyjnie odniosła sukces jest z automatu słaba? Pink Floyd, jeden z najlepiej sprzedających się zespołów w historii tworzy genialną muzykę. Michael Jackson również do słabych nie należy. "Ale to staraaaa komercja" wykrzyknie ktoś z tłumu. No to na przykład dajemy Imagine Dragons, które jednocześnie odniosło ogromny sukces komercyjny i robi bardzo dobrą muzykę, to samo np. będący ostatnio na topie Hozier.
Wpis uświadamia niekoniecznie tylko i wyłącznie o tym, że obiektywne stwierdzenie "Nu Metal jest słaby", to marne prowo jak to się dzisiaj mówi. Świadczy też o tym, że niektórzy ludzie nie potrafią wydostać się ze swojej małej, ciasnej matni, związanej z wielką trudnością przyjmowania nowego. Nie tyczy się to tylko i wyłącznie muzyki. Na bazie innych mediów można wywnioskować to samo. Nie wiadomo jak bardzo genialna miała by być siódma część "Star Wars", będą ludzie, którzy stwierdzą, że jest słaba (odzywa się nostalgia za młodym Fordem i innymi aspektami). Tak samo, będą ludzie, którzy lubują się w remake'ach, ale powiedzą "Te efekty nijak się mają do tego co pokazała oryginalna trylogia", gdzie efekty wizualnie w porównaniu do poprzedników będą na 100% powalające. Ograniczenie, złośliwość czy też strach przed przyjęciem nowego? Różni hejterzy, różni ludzie, różne opinie. Głupota i arogancja zawsze będzie istnieć w temacie. Mimo iż istnieją Nu Metalowe zespoły, które dorównują swoją twórczością niektórym legendom tej całej machiny, poczętej przez Black Sabbath.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz