Pamiętam jak kiedyś moja instruktorka od muzyki powiedziała mi (ze względu na to jak zachwycałem się przy niej Rammsteinem), że obecnie w Must Be The Music wojuje sobie zespół, grający Industrial Metal. Mało tego, po śląsku (sic!). Polski język nigdy jakoś mi nie pasował do tego typu klimatów, jednak śląska gwara, to zabrzmiało wtedy nad wyraz interesująco. Jako iż rodzina mojej mamy jest ze Śląska miałem z nią bardzo dużo do czynienia i wiedziałem jak to mniej więcej wygląda (mimo iż sam jej nie używam, aczkolwiek bardzo szanuję). Potem koncert w Jastrzębiu-Zdroju we wrześniu 2013 roku i wtedy wiedziałem jedno - tak, nareszcie Polacy mają porządny, zwalający z nóg i niesamowicie chwytliwy metalowo-industrialny twór. Niedawno Mody i spółka usmażyli drugi album studyjny, na który osobiście bardzo mocno czekałem, tak też wylądował w moich głośnikach z impetem spadającej ze stu metrów metalowej lagi.
Co zostało nam podane? Przepotężna sieczka, to na pewno. Mieliśmy w tym roku Marilyn Manson, Eisbrecher czy też Dope Stars Inc., którzy wydali bardzo dobre longplaye, jednak ten zaszył mi się w głowie najbardziej z nich wszystkich. Jeśli ktoś słuchał "I", powinien być minimum zadowolony (żeby nie powiedzieć zachwycony) nowymi Oberami. Muzyka wydaje się być bardziej mroczna, mniej taneczna, bardziej nastawiona na czysto industrialne młócenie. Przy "I" nie odczułem tego tak jak tu, mimo iż debiut był bardzo dobry. Świetne kontrasty w utworach. Gdyby wyrzucić z nich tekst i puścić sam instrumental, powiedziałbym że całość nadaje się na concept album. "II" rozpoczyna "Ajza". Utwór wessał mnie powoli, lecz dokładnie. Uwielbiam gdy pierwszy track na albumie nie kumuluje całej energii na raz, tylko powoli z ukrycia pochłania uszy tkanka po tkance. Nie jest tak dynamicznie, lecz bardzo dosadnie. Jak w tle słychać industrialne "dup, dup, dup, dup, dup" to już wiem z czym mam do czynienia. A riff? Ultra potężny. ciężki, Industrial Metal w pełnej krasie. Potem wchodzi nieco lżejszy akcent w postaci utworu "Samotny". Myślałem, że po "Ajzie" dostanę w twarz jeszcze mocniej i szybciej a tutaj miałem wrażenie jakby album mi mówił "Nie tak prędko, ja na spokojnie Cię doprowadzę do eargasmu, a potem polecisz 10 metrów w tył". Swoją drogą genialna kompozycja, troszeczkę zbyt krótka, jednak wciąga jak czarna dziura. "Fojerman" jest trzeci na liście i dziwnym trafem pierwsze co przyszło mi do głowy to "Feuer Frei" Rammsteinu. Nie, ten utwór nie brzmi tak samo, różnice są diametralne, jednak słowo "fojer/feuer" poprzez słuchanie kilkaset razy "Feuer Frei!" utkwiło mi w głowie tak głęboko, że skojarzenie przychodzi samo. Utwór odebrałem jako hołd, złożony strażakom i ich pracy. Pod tym względem perfekcja, ogólnie rzecz biorąc jest minimum bardzo dobrze, jednak imo album ma lepsze kawałki do zaoferowania. "Niechcianych dzieci" na pewno nie uznałbym za niewypał, jednakże jest to dla mnie najsłabsza pozycja albumu. Jest dobrze, lecz w tym momencie poczułem się jakoby album chciał odpocząć od wgryzania się w moje uszy. Z jednej strony jest dynamicznie, z drugiej smutno i ponuro a potem utwór się kończy i pozostaje tylko solidny smak potrawy, zamiast kwintesencji pięciogwiazdkowego dania jakim były poprzednie trzy. Lekki niesmak jednak odszedł bardzo szybko w zapomnienie gdy w głośniki z szybkością odrzutowca wleciał "Orzeł". Patriotyczny akcent, podniosłość, uczuciowość, tęsknota - poprzez tyle uczuć i emocji można by wyrazić to co usłyszałem. Początek nieco Dance Metalowy i porządne niepokojące przejście. Jednak to co urzekło mnie w "Orle" najbardziej to refren. Z pełną świadomością mogę powiedzieć, że najlepszy na całej "dwójce". Panowie z Piekar Śląskich jednak na tym nie poprzestali. Szósty w kolejce stanął "Krzyż". Jeden z najlepszych utworów na albumie bez dwóch zdań. Słuchając całego LP w pewien wieczór nawet moja mama (w ogóle nie słuchająca metalu czy cięższej muzyki w ogóle) zwróciła uwagę na właśnie to, mówiąc że bardzo jej się podoba. Tekst bezapelacyjnie mnie zwalił z nóg. I to charakterystyczne "Mój krzyż!" w tle. Cud, miód i orzeszki. Następnie przyszedł czas na nieco balladowy akcent w postaci "Bożego Gniewu". Tekst, nawiązujący do biblijnego raju i kuszenia Adama i Ewy dodaje tragizmu całej kompozycji. Dla mnie pokazuje również (nawiązując do pochodzenia zespołu i etosu górniczej pracy) jak istotna dla śląskiego górnika jest religijność i jakim kultem obchodzi się ona na kopalnianych ziemiach państwa polskiego. Wielki respekt. Następnie w nieco Ajza-stylu ląduje "To Nie Sen" w wersji nieradiowej. Jeśli ktoś był zaniepokojony lżejszą budową wersji radiowej, tutaj powinien być zadowolony. Bardzo solidnie, standardowo industrialnie, bez wielkiego szału. Po prostu dobry utwór. Nr 9 na albumie jest dla mnie osobiście bardzo wyjątkowy. Otóż, na wspomnianym na początku recenzji koncercie Oberschlesien w Jastrzębiu-Zdroju panowie zagrali "Strach". A ja zamiast pogować patrzyłem na scenę z wybałuszonymi gałkami ocznymi już w momencie dziecięcej wyliczanki (Pałka, zapałka, dwa kije...), a to co usłyszałem potem spowodowało we mnie natychmiastową myśl "Mistrzostwo świata w każdym calu". Ta elektronika siedzi mi w głowie do tej pory. Mogę bezproblemowo powiedzieć iż jest to jeden z najlepszych Industrial Metalowych kawałków jakie słyszałem kiedykolwiek. Smutek ogarnął mnie gdy ta perełka nie pojawiła się na "I", jednak moje modły zostały wysłuchane i na "II" zostałem uraczony tym cudem. "Króla Olch" mieliśmy już okazję usłyszeć wcześniej za sprawą premiery teledysku. Świetne nawiązanie do wiersza Johanna Wolfganga Goethe'go. Śląska gwara dodała tej całej opowieści charakteru aż nadto. Mrok, niepewność i starodawne akcenty. Dla mnie, jeden z najlepszych utworów na albumie. Na zakończenie (nie licząc radiowego "To Nie Sen"), w głośniki wchodzi "Ślonski Pieron". Na początku byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tekstu "górniczego walczyka" w utworze, jednak gdy przesłucha się całość, staje się to trafnym elementem, użytym w pięknym stylu. Kto by się spodziewał, że coś tak "miękko" brzmiącego będzie tak pasowało do industrialnych klimatów. Radiowe "To Nie Sen" to wersja utworu, którą można odpalić gdy zawozimy swoich dziadków na urodziny ciotki. Nie ma w tym nic gorszącego, co to to nie. Po prost niektórzy starsi ludzie raczej nie czuliby się wygodnie z faktem industrialnego napierdzielania w aucie. A tutaj, śląski jest, jest nieco lżej, bardziej komercyjnie mógłbym nawet powiedzieć. Kiedyś to puszczę moim dziadkom, ciekawe jak zareagują (mam nadzieję że pozytywnie) :)
Pierwszy album odebrałem poniekąd jako hołd złożony twórczości niemieckiego sekstetu. Nie oznacza to, że nie było oryginalnie. Drugi album pokazał, że panowie z Oberschlesien grają bezdyskusyjnie topowy Industrial Metal. Gdybym był Tillem Lindemannem, po usłyszeniu całości zacząłbym klaskać a potem wziąłbym ich na support na następne tournee Rammsteinu. Po "II" jestem całkowicie przekonany, iż zasługują bardzo na rozgłos na wielką skalę. Zwracam się jednocześnie z uśmiechem politowania dla osób, które uznają ich za kopię R+. Wypracowali sobie własny styl, który wraz z jednym z najbardziej oryginalnych pomysłów, jakim jest śpiewanie w gwarze śląskiej, podaje słuchaczowi coś unikatowego i wyjątkowego. Ze śląskim miałem dużo wspólnego, jednak nigdy się nie spodziewałem, że w takiej formie byłby on tak niesłychanie udany jak to pokazali nasi rodacy z Piekar Śląskich. Mam nadzieję, że kiedyś cały świat dowie się, co to naprawdę jest FEST DUPNIYNCIE!
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz